lut 21,2022

Zużyty sprzęt AGD? No problem!

To, co opiszę poniżej, to historia prawdziwa. Przydarzyła mi się osobiście. Wszystko zaczęło się od zepsutego żelazka, a raczej stacji parowej zwanej inaczej parownicą. Pomyślicie, co usterka żelazka  ma wspólnego z działaniami na rzecz planety? Oto moja opowieść.

Dawno, dawno temu… J. Okej, napiszę to prościej. Pewnego poranka, żona zaalarmowała mnie, że stacja parowa nie działa, nie wytwarza pary i leje się z niej woda. Nie da się nic uprasować. No i panele w garderobie po zalaniu zniszczone. Cóż, szybciutko odnalazłem zwykłe żelazko, tak aby jednak prasowanie mogło się w ogóle odbyć.

I tak prawie zapomniałem o temacie. Żona niestety nie J. Cóż, trzeba było szybko znaleźć rozwiązanie problemu. Nowa stacja parowa to wydatek rzędu kilkuset złotych (jeśli nie kilku tysięcy). Jak się okazało, naprawa w serwisie też nie należała do tanich, gdyż była dużo droższa od nowego, zwykłego żelazka na parę. Zastanawiałem się co zrobić. No i wówczas przyszedł mi pomysł, aby naprawić je we własnym zakresie. A że co nieco wspólnego z prądem miałem do czynienia w szkole średniej, postanowiłem mój plan wdrożyć w życie. Próbując zdiagnozować przyczynę awarii, obejrzałem kilka filmów instruktażowych w serwisach internetowych. Okazały się bardzo pomocne. Na ich podstawie udało się ustalić, że w przypadku usterki mojej stacji parowej było niemal pewne, że uszkodzeniu uległ zawór bojlera bądź cewka, która go otwiera. Po przeanalizowaniu zasady działania udałem się do sklepu, aby zakupić niezbędne podzespoły do naprawy. Okazało się, że są dostępne wyłącznie na zamówienie, które będzie możliwe do zrealizowania za kilka dni. Dodatkowo te dwa podzespoły kosztowały także dużo więcej niż tradycyjne żelazko parowe. Pomyślałem, cóż, na tę chwilę podziękuję i poszukam alternatywnego rozwiązania.

Po powrocie do domu postanowiłem przejrzeć lokalne serwisy aukcyjne i portale sprzedażowe w poszukiwaniu niezbędnych części. Okazało się, że na jednej z aukcji licytowana jest właśnie bardzo podobna stacja parowa tego samego producenta i to od kwoty 1 zł! Aukcja kończyła się za kilkanaście minut. Nie było zbyt wielu chętnych do kupna, gdyż sprzedawana była jako uszkodzona z uwagi na rozbitą obudowę. Pomyślałem, że obudowa nie jest mi potrzebna, ale podzespoły z jej środka i owszem. Więc zalicytowałem. Z niecierpliwością obserwowałem przebieg i zakończenie aukcji. Nagle otrzymałem powiadomienie. „Wygrałeś aukcję”! Pomyślałem sobie – świetnie! Sprawdzam szczegóły. Aukcję wygrałem za… 4 zł! No, oczywiście plus koszty przesyłki. Byłem zdumiony, ale i zadowolony jednocześnie.

Za dwa dni przesyłka była u mnie. Stan zgodny z opisem. Myślę sobie – super. Sprawdzam stację parową. Działa! Kolejny raz myślę – świetnie! Obudowa rzeczywiście rozbita, ale co tam. To nie było w ogóle ważne. Nie czekając chwili, rozkręciłem moją uszkodzoną stację parową i tą, którą kupiłem. Wymieniłem zawór i cewkę, co okazało się dziecinie proste. Podłączam do prądu. Działa! Satysfakcja niesamowita. I to za 4 zł! A ile jeszcze podzespołów do wykorzystania!

Okazało się, że za 4 zł można dać drugie życie urządzeniu, które jest warte krocie więcej. Dodatkowo nie trzeba było go utylizować. A w zasadzie nie trzeba było utylizować aż dwóch urządzeń. Warto pomyśleć też o kosztach produkcji takich sprzętów, o ilości zużycia wody czy choćby energii elektrycznej niezbędnej do ich wytworzenia! Same plusy. Dlatego warto dawać drugie życie różnym urządzeniom, zamiast wyrzucać je na śmietnik.

Do tych samych wniosków doszła moja żona, która błyskawicznie przyniosła mi z piwnicy do naprawy uszkodzonego mopa parowego… J. Oczywiście dałem radę, a mop po kilkuletnim pobycie w piwnicy działa jak nowy. Nawiasem mówiąc, działania takie stały się od niedawna moim hobby. Zakupuję na aukcjach różnego rodzaju urządzenia, takie jak frytkownice, stacje parowe, grille elektryczne, manekiny do suszenia ubrań, prostownice do włosów, podkaszarki do trawy czy nożyce do żywopłotów. Oczywiście uszkodzone i wszystko po kilka złotych. Dawanie drugiego życia przedmiotom sprawia ogromną frajdę.

Epilog: Jeśli nie masz pojęcia o prądzie, to zrób to z pomocą osób, które się na tym znają.

 

Autor: Andrzej

Artykuł powstał w ramach projektu „Młodzieżowa akcja na rzecz środowiska” realizowanego z dotacji programu Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy finansowanego z Funduszy EOG.