marzec 18,2020

Rodzicielstwo wolnego chowu – zaniedbywanie dziecka czy przepis na sukces?

Bez niepotrzebnie długiego wstępu przyjrzyjmy się od razu zjawisku rodzicielstwa wolnego chowu, postarajmy się je zrozumieć i zdecydujmy, czy jesteśmy na tak, czy na nie.

Wszystko zaczęło się ponad 10 lat temu, gdy w 2008 roku Lenore Skenazy pozwoliła swojemu 9-letniemu synowi pojechać samemu nowojorskim metrem i napisała o tym w New York Sun. Jej historia zyskała spory rozgłos, a media nazywały ją „najgorszą mamą na świecie”. Pomimo wielu negatywnych reakcji, Lenore udało się rozpocząć ruch Dzieci z Wolnego Chowu, a także pozarządową organizację Let Grow, której celem jest zachęcenie dzieci do bycia bardziej niezależnymi.

Możecie zapytać „Ale dlaczego nadal o tym mówimy?”. Po tym, jak Lenore stała się sensacją, ludzie przez jakiś czas dyskutowali, część z nich dołączyła do jej ruchu, część nie, ale wszystko wróciło do normy stosunkowo szybko. Aż nagle, w 2018, pojawiła się kolejna wielka historia: jedna z mam ze wsi w Illinois była przesłuchiwana przez policję, ponieważ pozwoliła swojej 8-letniej córce wyjść na spacer z psem bez żadnego nadzoru. Media podchwyciły inne tego typu doniesienia i – mówiąc krótko – w 2018 Utah stało się pierwszym stanem, który zalegalizował rodzicielstwo wolnego chowu, co oznaczało, że tamtejsi rodzice nie będą stawiani wobec żadnych zarzutów, jeśli pozwolą swoim dzieciom na nienadzorowane samodzielne spędzanie czasu poza domem. Granica między niedbałym rodzicielstwem a rodzicielstwem wolnego chowu nadal jest dość cienka. Jessica Calarco idealnie ją opisała: „To, co jest uznawane za »rodzicielstwo wolnego chowu«, a to, co jest uznawane za »zaniedbanie«, zależy całkowicie od rodzica – a rasa i klasa społeczna często silnie wpływają na to rozróżnienie”.

Zapomnijmy na chwilę o Stanach. W innych częściach świata termin rodzicielstwo wolnego chowu w ogóle nie istnieje. To dlatego, że jest nazywane po prostu rodzicielstwem. Przyjrzyjmy się sytuacji w Japonii. Widok 6-letnich dzieci jadących samemu metrem nikogo tam nie dziwi (a nie zapominajmy, jak zatłoczony i złożony jest japoński system kolei – sama się trochę denerwowałam, gdy, mając 20 lat, musiałam pojechać metrem w Tokio). Tutaj dochodzimy do najważniejszego zagadnienia – bezpieczeństwa. O ile Tokio zostało nazwane przez Economist Intelligence Unit najbezpieczniejszym miastem na świecie, o tyle Nowy Jork nie może się pochwalić podobną reputacją. Nic więc dziwnego, że Amerykanie byliby bardziej skłonni odrzucić pomysł pozostawiania dzieci bez żadnego nadzoru, w przeciwieństwie do Japończyków, którzy uważają to za całkowicie normalne. Co natomiast z polskimi rodzicami – czy są oni w stanie przejąć styl rodzicielstwa wolnego chowu? A może już to zrobili? Spokojnie, mam idealny plan, który pozwoli nam to rozpracować.

Przyjrzyjmy się wybranym wskaźnikom przestępczości z roku 2020.

Według powyższych danych, wskaźnik bezpieczeństwa w Polsce jest znacznie wyższy od tego w Stanach Zjednoczonych (71,5 w porównaniu do 52,8), ale trochę niższy niż wskaźnik w Japonii.
Jak więc można się domyślić, według mnie, Polacy mogliby być o wiele bardziej skłonni od Amerykanów do zastosowania idei rodzicielstwa wolnego chowu, aczkolwiek nie aż tak, jak Japończycy.
Niemniej jednak, rodzicielstwo wolnego chowu nie sprowadza się jedynie do pozwalania dzieciom na jeżdżenie metrem i bawienie się bez nadzoru. Rodzicielstwo wolnego chowu jest stylem życia, filozofią i tematem wielu, wielu blogów. Ponadto ta nieco kontrowersyjna metoda wychowywania często idzie w parze z ruchami antyszczepionkowymi, chęcią karmienia dzieci tylko mlekiem matki i innymi w pełni naturalnymi podejściami, które mogą wydać się ciekawe rodzicom hipsterom (bez urazy dla hipsterów, hipsterów-rodziców, osób popierających ruchy antyszczepionkowe i wszystkich innych). Dzisiaj skupmy się jednak na klasycznych założeniach rodzicielstwa wolnego chowu, bez żadnych dodatkowych postaw, które mogą się z nim wiązać. A kto może lepiej wypowiedzieć się na ten temat niż założycielka ruchu rodzicielstwa wolnego chowu – sama Lenore Skenazy?
Według jej książki Dzieci wolnego chowu. Jak wychować bezpieczne i samodzielne dzieci (i nie zwariować ze zmartwienia), jednym z głównych założeń rodzicielstwa wolnego chowu jest wyzbycie się zmartwień i znajdowanie sposobów na pobudzanie niezależności w dzieciach. Autorka obala również wiele mitów, przez które mnóstwo rodziców niepotrzebnie się niepokoi. W rzeczywistości, rodzicielstwo wolnego chowu sprowadza się do tego, że rodzice nie ustalają dzieciom harmonogramów i podejmują za nie jak najmniej decyzji (ciężko określić, jak daleko może to zajść, ale w moim odczuciu – naprawdę daleko; niektóre rodziny rezygnują nawet z jasno ustalonych godzin, w których dziecko idzie spać czy odrabia lekcje). Po przeczytaniu kilku rozdziałów książki Lenore (oraz po sprawdzeniu tej problematyki w Internecie), udało mi się znaleźć kilka zalet rodzicielstwa wolnego chowu:

1) Kreatywność. Dawanie dzieciom wolności bez wątpienia pomaga im w odkrywaniu świata i w rezultacie może przyczynić się do zwiększenia ich kreatywności.
2) Potencjalnie dobra samoocena (w przeciwieństwie do złej samooceny i innych problemów psychologicznych, takich jak niska tolerancja na frustrację, które mogą być rezultatem nadopiekuńczego rodzicielstwa).
3) Aktywne spędzanie czasu. O ile rodzicielstwo wolnego chowu niekoniecznie musi przyczynić się do tego, że dzieci będą bawić się na dworze (jakby nie było, mogą one preferować spędzanie czasu w domu i granie w Fortnite’a, i jako rodzic wolnego chowu prawdopodobnie powinieneś to uszanować), to większość z nich wychodzi na zewnątrz znacznie częściej niż dzieci wychowane w bardziej wymagającym środowisku.
4) Uczenie się przejmowania inicjatywy i bycia bardziej proaktywnym (w końcu klasyczne rodzicielstwo wolnego chowu pozwala dzieciom na samodzielne zarządzanie czasem).
5) Prywatność. Surowsze wychowanie często wiąże się ze zbyt dużą ingerencją w prywatność dzieci, co z kolei może się negatywnie odbić na ich stanie psychicznym (zwłaszcza w okresie dorastania).

Ale, oczywiście, nie zapomnijmy też o wadach:

1) Zwiększone ryzyko. To najbardziej oczywista wada, o której już wystarczająco dużo mówiliśmy, ale wydało mi się konieczne, żeby raz jeszcze o niej przypomnieć
2) „Rodzice powinni być rodzicami”. Rodzicielstwo wolnego chowu może sprawić, że dzieci przestaną odczuwać szacunek wobec swoich rodziców i zaczną traktować ich jak swoich znajomych, co dla wielu może być sporym minusem.
3) Brak powodzenia w przyszłości. Badania dowodzą, że istnieją dobre powody ku temu, by rodzice stosowali bardziej zdecydowane metody wychowawcze. Dane z National Longitudinal Survey of Youth sugerują, że dzieci, które wychowują się w bardziej wymagających rodzinach, mają większe szanse na osiągnięcie sukcesu w późniejszej edukacji i karierze.
4) Mała różnorodność aktywności. Bądźmy szczerzy, jeśli rodzice pozwolą swoim dzieciom na robienie tego, co chcą w wolnym czasie, to niewiele z nich wybierze uczęszczanie do szkoły muzycznej czy naukę niemieckiego, prawda? Posiadanie nieco wymagających rodziców (niekoniecznie surowych) może zachęcić najmłodszych do odkrywania nowych zajęć i hobby.
5) Złe zachowanie. Naprawdę ortodoksyjni rodzice wolnego chowu nie uczą dzieci, co jest dobre a co złe (może poza najbardziej podstawowymi założeniami, ale to tylko moje przypuszczenie) i najprawdopodobniej nie nauczą ich dobrych manier, w przeciwieństwie do innych rodziców.

Skoro więc przyjrzeliśmy się już niektórym wadom i zaletom rodzicielstwa wolnego chowu, myślę, że nadszedł czas, aby wydać mój osobisty i nieidealny werdykt dotyczący tej idei.
Jestem zatem na…

NIE (głównie) ☹

Przepraszam, Lenore Skenazy (założycielka ruchu Dzieci Wolnego Chowu), proszę – nie odbieraj tego osobiście! Pozwólcie również, że wytłumaczę swoje stanowisko.
Wiem, że moja opinia jest nieoryginalna i nie na miejscu, ale: wszystko, co umiarkowane, jest dobre, a posuwanie się do ekstremum jest zazwyczaj kiepskim pomysłem. Tak więc, o ile niektóre aspekty rodzicielstwa wolnego chowu są wspaniałe (i z pewnością prezentują ciekawe wyzwanie dla nadopiekuńczych metod wychowawczych), o tyle wykorzystywanie zupełnie radykalnych podejść, które pozwalają na to, aby 5-latek sam decydował o tym, czy chce myć zęby, prawdopodobnie nie jest najlepszym rozwiązaniem, jakie może wybrać rodzic. Dzieci nie powinny robić wszystkiego bez żadnego nadzoru, ale jednocześnie powinny mieć zapewnione nieco prywatności, które będzie szanowane.

Mogę się, oczywiście, mylić. Każdy rodzic sam może zdecydować, czy w kwestii wychowywania dzieci w duchu wolnego chowu są na tak, czy na nie. Jakie wy macie do tego podejście?

Lada/tłumaczenie na polski Konrad

Bibliografia
1) Film, który zainspirował mnie do napisania tego artykułu:
Free Range vs Strict Parents: Is Spanking Your Kids Ever Okay?

2) Inny ciekawy film warty obejrzenia (o dzieciach wolnego chowu):

3) I jeszcze jeden: (dzieci w Japonii)

4) Historia o matce z Wilmette:
https://www.chicagotribune.com/lifestyles/ct-life-leaving-kids-alone-moms-shamed-20180820-story.html
5) https://www.theatlantic.com/family/archive/2018/04/free-range-parenting/557051/
6) https://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,17967007,Najgorsza_mama_swiata.html
7) Wskaźniki Przestępczości z roku 2020:
https://www.numbeo.com/crime/rankings_by_country.jsp
8) Lenore Skenazy, Dzieci wolnego chowu. Jak wychować bezpieczne i samodzielne dzieci (i nie zwariować ze zmartwienia)
9) https://www.activekids.com/parenting-and-family/articles/the-pros-and-cons-of-free-range-parenting/slide-2
10) https://www.babygaga.com/benefits-drawbacks-freerange-parenting/
11) https://parenting.firstcry.com/articles/free-range-parenting-advantages-and-disadvantages/
12) https://www.marketwatch.com/story/the-economic-case-against-free-range-parenting-and-in-favor-of-being-a-helicopter-parent-2019-02-05
13) https://cyberparent.com/parenting/positive-effects-helicopter-parenting/

źródło grafiki: https://pixabay.com/pl/